
|
| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
| AmeAgaru admin
 | | Dołączył: 26 Kwi 2004 | | Posty: 424 | | Skąd: Szczecin |
|
Wysłany: 19.06.2007, 18:32 Temat postu: Kachinuki Daitai-sen Saint Etienne 2007 |
|
|
Właśnie wróciliśmy z turnieju Kachinuki z ST. Etienne.
Podróż nieco nas wykończyła, ale w końcu nie takich rzeczy doświadczaliśmy.
W Strassbourg’u dołączył do nas Artur Hessel oraz Paulina Stolarz, która wracała z krótkich odwiedzin z rodzinnych Katowic. Po blisko 30 godzinach podróży, na miejscu przywitał nas najstarszy z kendockiego rodu – Pan Blachon. Zabrał nasze bagaże, a my udaliśmy się razem z Pauliną tramwajem na obrzeża malowniczo położonego miasteczka górniczego. Dojo jest przepięknie położone z dala od codziennego zgiełku, otoczone zielenią. Powstało blisko 40 lat temu, kiedy to pan Blachon część swojego rodzinnego domu, wydzielił na miejsce do trenowania.
Już od pierwszych kroków widać i czuć historię tego miejsca. Na półkach pełno pucharów, ściany ozdobione plakatami, zdjęciami, wycinkami z gazet, świadczącymi o tym, że kendocy z ST. Etienne mają za sobą niemało sukcesów.
Wieczór spędziliśmy w towarzystwie Pauliny, która postanowiła pokazać nam najciekawsze miejsca tego miasteczka – małe uliczki wypełnione restauracjami. Po 20-tej życie zaczyna tam tętnić niczym w centrum wielkiego miasta (a ST. Etienne ma tylko 200 tys. Mieszkańców). Niestety po fali upałów musiał zawitać deszcz, który wraz z piorunami przepędził nas z bardzo klimatycznego rynku. W strugach deszczu w ekspresowym tempie (tylko 20 min. forsownego marszu) dotarliśmy na dojo.
Następny dzień powitał nas słońcem oraz zapowiedzią południowego treningu.
Przed 12 dołączyli do nas synowie pana Blachon – Roman i Francis oraz część innych członków dojo.
Trening trwał ponad półtorej godziny, krótka rozgrzewka, trochę ćwiczeń kihon (do których Francuzi nie przykładają największej wagi), no i w przeważającej części mawari-geiko. A na koniec... wiadomo, nieśmiertelne karaki-geiko.
Po treningu obiadek u zaprzyjaźnionego „szwajcara” rodem z Jordanii. Okazało się, że właściciel miał kolegę z Polski, który nauczył go kilku polskich słów – o dziwo – były to liczebniki, zwroty grzecznościowe ale nie „łacińskie” , tak więc na stałe gościliśmy w pobliskim sklepiku.
Przed wieczornym treningiem, odbył się trening dla dzieci, w którym również wzięliśmy udział. Artur przymierzał się do nowego rozmiaru shinai – 26
Juniorzy wystąpili w roli motodachi oraz ekspertów od prawidłowego wykonywania ćwiczeń typu kiri-kaeshi, karaki-geiko... Zostali idolami najmłodszych kendoków z ST. Etienne
Po krótkiej przerwie – trening wieczorny, na który już stawiło się sporo ludzi. Było nas blisko 30 osób. Formuła treningu podobna jak południowego.
Pod koniec rozegraliśmy wcześniej umówiony pojedynek towarzyski pomiędzy drużyną Francji a Polski. Początek był dla nas tragiczny. Paweł Luteracki przegrał swoją walkę z Olivierem 0:1 a Marcel Bartczak z Pougt’em 1:2... Trzeci był Adam Waśniewski, który nie mógł przegrać i na szczęście nie przegrał. Znakomicie się spisał, gdyż jego porażka przekreśliłaby nasze szanse na wygraną. Wynik 2:0 to bardzo dużo zważywszy na to, że w turnieju drużynowym są liczone punkty. Bartek Gromuł miał na swojej drodze bardzo doświadczonego i trudnego zawodnika – Berard’a. Stoczył z nim zacięty pojedynek. Na początku przegrywał 1 punktem. Później w pięknym stylu wyrównał i zakończył walkę perfekcyjną techniką men-kaeshi-do. 2:1. No i przyszła kolej na mnie, trafił mi się Thierry Estevez, z którym już wcześniej spotkałem się na godo-geiko...było naprawdę ciężko, a tu masz...Postanowiłem walczyć w Jodan, i udało mi się 2:1 i Polska wygrywa mecz Francuzi miny mieli nietęgie, spodziewali się innego wyniku. Wychodząc naprzeciwko nas, odczuliśmy lekkie lekceważenie w ich wzroku...
Po szybkim prysznicu, najstarszy z Blachon’ow zabral Artura na oficjalną kolację, a my pojechaliśmy z Romanem, Francis i 2-ma innymi kendokami na kolację do „klubowej” restauracji. Raczyliśmy się typowymi dla kuchni francuskiej daniami: ślimakami, żabimi udkami, krewetkami i pysznym czerwonym winem. We Francji posiłki jada się w 2 głównych porach dnia: pomiędzy 12 a 14 oraz od 19.... Wcześniej jest prawie niemożliwe, aby w restauracji można było zamówić coś do jedzenia, no chyba że w MacDonaldzie, ale to nie restauracja
Jedzenie było wspaniałe, właściciel miły i sympatyczny. Na koniec zostaliśmy poczęstowani niesamowitą nalewką, wyrabianą tylko w tej restauracji.
Kolejny dzień to trening o 10 rano, w podobnej konwencji jak poprzednie, obiad u naszego znajomego „szwajcara” i bez poobiedniej drzemki (sic!) prosto na zgrupowanie do sali gimnastycznej w centrum miasta.
Zgrupowanie było prowadzone przez Bernarda de Brunell’a, który na ostatnich Mistrzostwach Europy zdał egzamin na 6 Dan. Pierwsza część zgrupowania to Kihon i datotsu. Bernard pokazywał wszystkie elementy bardzo dokładnie, tłumaczył i, co dziwne, jako chyba jeden z nielicznych, wykonywał wszystko TADASHI. Wcześniej zauważyliśmy, że Francuzi nie przykładają się do podstaw, prostej sylwetki, natomiast są „obici” – walczą dosyć często. Porównując polskie kendo do francuskiego – nasze jest bardziej poprawne, francuskie, jak widać skuteczniejsze. Ale i tak widać po kilku polskich kendokach, że tadashi kendo przynosi efekty....
Druga część zgrupowania to 45 minut godo-geiko. Było to dla nas zaskoczenie, gdyż zazwyczaj godo-geiko występuje po turnieju...
Wszyscy uczestnicy zostali podzielenie na 4 drużyny po 11 osób, które miały walczyć w systemie Kachinuki daitai-sen na 2 polach (walki ippon-shobu, do pierwszego zdobytego punktu). System ten polega na tym, że wygrywający walkę pozostaje na polu, aż do przegranej lub remisu. W przypadku remisu, obydwaj walczący schodzą z pola. Jest to mało spotykany system rozgrywania turnieju i bardzo nieprzewidywalny. Ponadto drużyny miały walczyć każda z każdą, a wygrywał turniej ten, kto stoczył najwięcej zwycięskich walk. Polacy zostali rozstawieni w różnych drużynach. W mojej znalazł się Bartek Gromuł, 5 w kolejności a ja 10. Paweł i Marcel również trafili do jednej drużyny. Bartek stoczyl 3 walki z czego 2 zremisował a jedną przegrał z 8 latkiem, który wygrał zresztą cały turniej! Dodam tylko, iż ów 8-latek „wyciął” 8 osób z mojej drużyny Ja stoczyłem 6 pojedynków z czego 4 wygrane a 2 przegrane. Tym razem również postanowiłem walczyć w Jodan. Udało mi się wygrać z Pauliną Stolarz oraz drugim „jodanistą” z Lyon’u. Tak więc była to walka Jodan vs Jodan
Paweł Luteracki na koniec turnieju został nagrodzony kantosho. Pokazał bardzo ładne kendo i dużego ducha walki.
Po turnieju i ceremonii rozdania nagród zostaliśmy poczęstowani francuskimi kabanosami, ciasteczkami oraz kubeczkiem wybornego wina.... I udaliśmy się na Sayonara Party. Impreza odbyła się w starej części dworca kolejowego, bardzo pięknie wyremontowanego. Co ciekawe, pociągi jeździły obok, a my w ogóle ich nie słyszeliśmy... Przyjęcie dosyć spokojne, przerywane spacerkiem do baru na kolejeczkę mocniejszego trunku z coraz to nowo poznawanymi kendokami. Blisko północy towarzystwo zaczęło się rozchodzić, a nam jak zwykle o tej porze mało...Tym razem inicjatywa szwendacza leżała po stronie Roberta i Francis Blachon którzy zabrali nas do pubu prowadzonego przez byłego kendokę i mistrza Francji – Baltazara... Tam poszła w ruch nasza rodzima żubrówka, którą przezornie zabrałem z Polski, rum oraz francuskie rodzime napitki, których nazw nie spamiętam...mieszanka naprawę wybuchowa...tak około 3 nad ranem Baltazar dał nam coś wyjątkowego – nalewkę z Piri Piri...i to była masakra...Adam po malusim łyczku moczył język pod kranem przez 10 minut...mnie oczy wyszły z orbit, a Francuzi się popłakali...ze śmiechu...Przywieźliśmy trochę tego cuda do Polski, bo nie ma chyba takiego twardziela, który po tym nie szukałby zagryzki
Nad ranem, no cóż, nad ranem odczuwałem brak jajecznicy – idealnego lekarstwa na trudne poranki....No i czekało nas najgorsze... 30 godzin jazdy autokarem do Polski...całe szczęście, że większość podróży upłynęła mi w letargu  _________________ spirited away...
Life in every breath... that's Bushido - the way of the warrior. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
| Slayer'san
 | | Dołączył: 27 Kwi 2004 | | Posty: 377 | | Skąd: Manchester City & Katsumushi Dojo Bolton |
|
Wysłany: 20.06.2007, 11:15 Temat postu: |
|
|
Fajna relacja.
Daniel sciales klaki Ja swoje choduje dalej. Nawet czasami myje  _________________ Przegrana lub zwycięstwo... To zależy tylko od Ciebie.
Bushido |
|
| Powrót do góry |
|
 |
| Gusia
| | Dołączył: 21 Lis 2006 | | Posty: 3 | | Skąd: Wrocław |
|
Wysłany: 20.06.2007, 15:07 Temat postu: |
|
|
ulala ściąłeś włoski Tatku!  _________________ ジャンケンポン!! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
| Sebastian
 | | Dołączył: 20 Cze 2006 | | Posty: 33 | | Skąd: Choszczno |
|
Wysłany: 20.06.2007, 21:00 Temat postu: |
|
|
He He ale dziwnie z tymi włosami ale chyba lepiej.
Ale zdziwko!!!
Pozdr relacja super a sony robio świetne fotki  _________________ ...w walce na śmierć i życie wygra ten kto jest zdecydowany w niej zginąć... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Mushinkan Theme ©2004 Mushinkan
|